Okna na świat, ale jednak to trochę mało. Emigracja ma to do siebie, że może i powodzi nam się niż w Ojczyźnie, to mimo, że dookoła są jacyś ludzie, znajomi, rodzina, to... brakuje kogoś blisko. Tej jednej osoby - nieważne czy to przyjaciel, czy miłość - która będzie powiernikiem naszych codziennych spraw. Smutków i żali, sukcesów i porażek, małych czy większych radości. Wszyscy dobrze zdajemy sobie sprawę, że samotne życie nie jest wcale takie łatwe, w szczególności wtedy, gdy codziennymi problemami trudno podzielić się chociażby ze współpracownikami, ponieważ istnieje między nami bariera (np. językowa). Uczucie obcości towarzyszy emigrantom z całego świata. Niektórzy żyją z nim za pan brat, dobrze czując się w każdym towarzystwie, brylując podczas setek spotkań, jednak nie oszukujmy się - nie każdy z nas jest tak otwarty, a wiele zależy także od tego, w jakim kraju się znajdujemy.

Nieważne czy znajdujemy się w Szwecji, gdzie życzliwy uśmiech spotka nas prawie na każdym kroku, czy w Wielkiej Brytanii, gdzie Polacy stanowią już znaczną grupę, a "ponglish" można usłyszeć praktycznie wszędzie. Nieważne tym bardziej czy jestemy bliżej od domu - mieszkając u naszych sąsiadów zza zachodniej granicy, w Niemczech, gdzie mamy tak samo dobrą (jako pracownicy) opinię, jak i złą (stereotypowo nadal kojarzymy się z czasami, kiedy większość przyjezdnych ze Wschodu kradła). Nieważne też czy mieszkamy w ojczyźnie wolnoci i wiatraków, czy wygrzewamy się we włoskim słońcu. Ważne jest to, żeby odnaleźć swoją bratnią, polską duszę, bo po to przecież tutaj jesteśmy prawda? ;) Tak więc nie poddawajcie się - choć może nie widujecie się na co dzień, to uwierzcie mi - znajdujecie się obok siebie, mieszkacie w okolicy, a tutaj możecie się odnaleźć.